Brian McClellan „Gniew Imperium”

Brian McClellan Gniew Imperium Czaczytać Brian McClellan „Gniew Imperium”
Brian McClellan „Gniew Imperium” 5.00/5 (100.00%) Głosów: 2 s

Czy wiecie, że Brian McClellan jest zapalonym hodowcą pszczół, który lubi robić dżemy z jagód? Patrzę, właśnie, na jego zdjęcie i tak sobie myślę, że byłabym zaszczycona mogąc podać mu rękę i powiedzieć; Panie McClellan, pisze Pan niezwykłe, monumentalne powieści, które wciągają jak cholera…

No, może muszę dopracować dobór słów, ale te powyższe, oddają to co o Bogach Krwi i Prochu myślę, bo to cykl wybitny i czyta się go z zapartym tchem; to niezwykle obszerne powieści, które są dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Spierające się nacje, polityczne intrygi, zawirowania, sposób dowodzenia, ci dzierżący władzę, ci co są na samym dole, szpiedzy, magia i walka w każdym jej aspekcie- to elementy, które są siłą napędową genialnie skonstruowanej fabuły.

Ileż w Gniewie Imperium smaczków, zwrotów akcji, no i tego żołnierskiego losu! A jak tak, jeszcze, weźmiecie pod lupę przemianę Bena Styke’a, niezwykłe poczynania Lady Krzemień, rodzinne konotacje, powściągliwość Tenika, czy kilka twarzy Michela, to okaże się, że do postaci, nie dość, że doczepić się nie można to jeszcze na dodatek, są dla fabuły arcyważni i idealnie pod nią skrojeni.

Magia w dwóch aspektach, czy tym prochowym, czy bardziej krwawym, odkrywa przed Czytelnikiem nowe oblicza i umiejętności co poniektórych.

Pod koniec książki miejsce ma pewna potyczka i muszę się przyznać, że czytając ją nie można się oprzeć wrażeniu, że wszystkie te zdarzenia mają miejsce gdzieś, tu, obok- są opisane niezwykle dynamicznie, bardzo szczegółowo, ale przede wszystkim tak plastycznie, że paszcza otwierała mi się coraz bardziej, a dłonie zaciskały na książce coraz mocniej, z każdym, kolejnym zdaniem… potrzeba odkrycia, kto to przeżyje, kto kogo wykończył (i to z wiernym opisem w jaki sposób i gdzie utkwiło ostrze) i jak długo przyszło mu konać, jest przeogromna i niemożliwa do opanowania.

Tak jak określenie epicka fantastyka, było dla mnie trochę niezrozumiałe i takie na wyrost, tak po przeżyciach „krwawo- prochowych”, nagle stało się totalnie zrozumiałe. Jest w Gniewie Imperium coś takiego, co było w starych, dobrych klasykach na których budowało się wiedzę o poszczególnych gatunkach, czy nieśmiertelnych bohaterach. Olbrzymi świat daje nam nieograniczone możliwości zdobywania poszczególnych lokacji i poznawania nowych jednostek. Tętent kopyt brzmi w uszach, a my, co świt zbieramy cały żołnierski dobytek i ruszamy dalej w drogę, ku kolejnym rozkazom. Kluczymy wąskimi uliczkami szpiegując nasze ofiary, lub wylegujemy się na wygodnym fotelu spiskując i rozmyślając jak jeszcze mocniej podzielić dwa skłócone narody… Ach! Nie zapominajmy o artefaktach, które mogą zmienić oblicze całej wojny i których zniszczenie, czy przetrwanie, jest dla różnych stron priorytetem… Czy to nie składa się na epicką całość?

Polecam Wam tę serię bardzo mocno, bo jest tak dobrze napisana, że wciąż chce się więcej, a czytelniczy głód po zakończeniu każdej, kolejnej części jest trudny do opanowania…

To więcej niż przygoda- to wojna w czystej jej postaci, z taką magią, która pochłonie Was bez reszty.

CzaCzytać!