E.L. James „Pięćdziesiąt Twarzy Greya”

E.L. James „Pięćdziesiąt Twarzy Greya” 2.33/5 (46.67%) Głosów: 6 s

Raz na jakiś czas pojawiają się książki które powodują, że cały świat zaczyna czytać; Harry Potter, Zmierzch, szwedzkie kryminały i takie tam różne. No i pięknie bo pomimo, że można się ich czepiać przynajmniej wnoszą coś nowego. Jedne są napisane gorzej inne lepiej, ale zawsze mają w sobie coś co fascynuje albo przynajmniej zastanawia.

Nie mogłam więc nie zobaczyć co to za news ten Pan Grey. Nie będę tu teraz kłamać że zmęczyłam wszystkie części, bo niestety (albo i dla mojego umysłu stety) nie dałam rady.

Kiedy dzieciak jest zafascynowany sexem czasem trafiają w jego ręce jakieś tam dziwne pozycje wygrzebane na strychu; romanse, harlequiny,  przygoda na zapomnianej wyspie czy inne takie koszmarstwa. Nie ma w tym żadnej sensownej fabuły, jest po prostu sex opisany w taki infantylny dziwaczny sposób, który dla nastolatka jest super, ale dla człowieka który ma jakiekolwiek życie erotyczne to tylko kupa śmiechu. I takie właśnie jest pięćdziesiąt twarzy Greya.

Cały czas miałam cichą nadzieję, że autorka zacznie pisać w jakiś inny sposób; dorosły, nazywając rzeczy po imieniu. Przecież sex może być opisany w książce dobrze, może sprawiać, że zrobi ci się gorąco kiedy w głowie zaczną pojawiać się poszczególne obrazy, zafascynuje a tu? Tu masz zagryzanie wargi, rumieńce i pejcze.

Wszystko to razem tworzy opowieść o bardzo dziewiczym dziewczątku uprawiającym sex z popapranym sadystą który przestaje być sadystą pod wpływem dziewiczego dziewczątka.

Napisane słabo, dialogi się kupy nie trzymają, historia jest a jakby jej nie było. Można spróbować to przeczytać, bo w końcu to bestseller, ale ja nie polecam.