Jakub Ćwiek „Grimm City WILK!”

Jakub Ćwiek Grimm City WILK! Czaczytać Jakub Ćwiek „Grimm City WILK!”
Jakub Ćwiek „Grimm City WILK!” 4.75/5 (95.00%) Głosów: 8 s

Wysoki, męski, dobrze zbudowany, dojrzały, zmęczony, z papierosem w ustach, w szarym długim płaszczu, z opuszczonym na twarz kapeluszem i z piękną kobietą uwieszoną na ramieniu… bezwzględnie w czerwonej, mocno wydekoltowanej sukience… taki właśnie obrazek mam w głowie myśląc o Grimm City i, co tu dużo gadać, ten obrazek prezentuje się po prostu świetnie.

To taka książka, która zapada w pamięci. Wciąga w ten brudny, brutalny, szary sposób i sprawia, że przez tę jedną małą chwilę, za każdym razem, gdy musisz przerwać czytanie, przez jedną milisekundę, taki drobny krótki momencik, musisz mocno się skupić, by przejść z „bajkowego” świata do naszej rzeczywistości, która nagle… wydaję się zbyt nudna na powrót.

Lubię kryminały; trzymające w napięciu zagadki tajemniczych morderstw, portrety zabójców, to, wciąż, wiszące w powietrzu pytanie i każdy moment zbliżający mnie do rozwiązania. Tutaj, giną taksówkarze, policjanci, zbiry a wiele osób próbuje odkryć kto stoi za tym całym bałaganem…

Pełna paleta bohaterów, sprawia, że co rozdział zyskujesz nowe spojrzenie na sprawę, by praktycznie do samego końca zadawać sobie pytanie; kto do jasnej cholery?! I w jakim celu?!

Nikt tu nie jest jednoznacznie dobry bądź zły. Nawet pozytywny bohater popełnia tu czyny, które możemy, cóż delikatnie to ujmując, uznać za mało sympatyczne i czasem niezgodne z obowiązującymi u nas zasadami moralnymi. A poznacie tu całą masę ciekawych osób; szef wszystkich szefów (ja go widzę jako rozlanego, grubego faceta z sygnetem na dłoni), policjanci (i ci dobrzy i ci skorumpowani), detektyw (mmmmmhmmmm), muzyk (trochę taksówkarz, trochę farciarz a trochę straszny pechowiec), piękna i zadziorna dziennikarka (bezwzględnie w ołówkowej spódnicy i rozpiętej seksownie koszuli), prostytutka (która po zmyciu całego makijażu okazuję się całkiem, całkiem ciekawą towarzyszką nocnych jak również porannych przyjemności), lokaj (tu pasuje mi tylko słowo hardcore) i jeszcze cała masa małych, z pozoru nieistotnych postaci, które jednak tworzą ten niepowtarzalny klimat książki… Ach no i jest jeszcze ona… dziewczyna w czerwonym płaszczyku… czytając, jak pochyla się nad jednym z naszych bohaterów, aż czułam jej oddech na szyi… Cudeńko.

Genialną sprawą są nawiązania do baśni- nazwiska bohaterów (mój ulubiony to „książę Rumple i senator Stinskin :D), religia, stworzenie świata, zasady, wszystko opiera się na historiach znanych nam z bajek, z tym, że w przypadku Grimm City nie ma mowy o uroczych dzieciaczkach  zasłuchanych w cudną historię z wesołym zakończeniem, tutaj wszystko jest przerysowane w ten niepokojący sposób… coś jak z kadrów z „Sin City”… cały czas mam w głowie określenie „tłoczy”, widzę czarną, smolistą krew, która płynie w trzewiach miasta (sami widzicie- trzewia??? Smolistą???) i z dziwnych, zupełnie popieprzonych powodów chciałabym się tam znaleźć. Wciągnąć w płuca to zadymione, zamglone powietrze i postawić kołnierz płaszcza w ochronie przed wiatrem… Gdybym tak jeszcze mogła podjąć próbę oczyszczenia miasta z różnych elementów,

Bardzo dobrze rozpisana historia, trzyma w napięciu, dużo wątków, dobrych postaci i świetnie wplecionych elementów z fantastyki.

Ma jedną małą wadę, cóż zawsze musi jakaś być… Gdy już skończysz, masz ten cholerny syndrom odstawienia i nie za bardzo wiesz za co się zabrać i co zacząć czytać… bo, pomimo, że się skończyła, wcale nie chcesz przestać, bo chcesz żyć tym miastem i jego atmosferą najdłużej jak się da.

CzaCzytać!! I to już !! Bezwzględnie!! :)