Marcin Sergiusz Przybyłek „Orzeł Biały 2”

Marcin Sergiusz Przybyłek Orzeł Biały 2 Czaczytać Marcin Sergiusz Przybyłek „Orzeł Biały 2”
Marcin Sergiusz Przybyłek „Orzeł Biały 2” 4.00/5 (80.00%) Głosów: 4 s

Kiedy zostajesz postacią literacką, pierwsze co robisz, po otrzymaniu książki, to zaczynasz szukać (szybko wertując strony!!) swojego „alter ego” i  jeszcze, jak to było np. w moim przypadku, modlisz się cichutko; nie umarłam pogrzebana w kupie…  A jak już się znajdziesz i trochę uspokoisz (albo i nie :p ) to zabierasz się za prawdziwe czytanie…

W przypadku Orła Białego II, już po pierwszych kilku stronach, totalnie nie obchodzi Cię czy jesteś w tej powieści, czy nie. Olewasz nawet fakt, że coś odgryzło Ci głowę, czy może, że dane było Ci być głównym samcem rozpłodowym dla dzielnych Wileńskich Orczyc!  Ważna jest jedynie historia, która wciąga i trzyma mocno, w swych mocarnych łapach, od początku aż do samego końca.

Wszystko zaczyna się na pogrzebie postaci, które walczyły Ku Chwale Twierdzy, więc nie jest wesoło… Ale! Szybko pojawia się zmartwychwstały Schmidt i już „sikasz po nogach” radośnie rechocząc :)

To jest właśnie kwintesencja tej książki; magiczna umiejętność Przybyłka do przeplatania wydarzeń, wręcz kuriozalnie zabawnych, z tak dojmująco smutnymi, że czasem i łza się w oku zakręciła (patrz: historia Orłowskiego, czy Szary)…

Co do „rechotliwej” części, ja, to aż nie mogłam, czasem, uwierzyć, że czytam to co czytam… informacje przekazywane Schmidtowi przez Bogów (maści wszelakich), strzelanie sznurem z dupy (dokładnie to z gruczołu nad pośladami), no po prostu … ja nie wiem, niby takie to proste… ale ja, to, aż czasem nie mogłam przestać się śmiać, po prostu ryczałam jak bawół, strzelając fragmentami ciastek, czy herbatą w obiekty, które były najbliżej. Ale, to nie tylko taki „odjechany rodzaj humoru” ale też, ten bardziej wyważony i inteligentnie prześmiewczy, jak chociażby, moja ulubiona, wyprawa tajniaka (i jego spotkanie z miejscowymi!), które tak bardzo (bardzo, bardzo) mnie bawiło, że małżonek mój stwierdził, że nie ma co ze mną, przez najbliższe pół godziny, rozmawiać…

Sceny batalistyczne ? Na pełnej… tzn. na wypasie :) Orki walczą z Orkami. Ludzie walczą z Orkami. Zmienione N-Genowo stwory walczą ze wszystkim co się rusza. I tak samo jak w Orle Białym I czujesz wokół zapach krwi, prochu i różnych wydzielin, które wojnie towarzyszą. Trzymają, te bitewne momenty, tak mocno, że gdy nagle, wyrywa Cię coś do rzeczywistości, podskakujesz na fotelu, na wysokość kilkudziesięciu centymetrów i musisz, przez chwilę, pomyśleć, gdzie, tak naprawdę, się znajdujesz… Broń, pojazdy i pancerze, wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach. Militarnie; majstersztyk!

Sama opowieść podzielona jest na kilka głównych wątków, które łączą się i przeplatają; poszukiwanie sprawiedliwości, cichociemne śledztwo, wojna, przemyt, genetyczne modyfikacje, walka ze śmiertelnością, miłość na różnych poziomach i więcej… więcej i jeszcze raz, więcej!

Postaci cała masa i wszystkie są dopieszczone. Tutaj, nie ma bohaterów pobocznych, czy przypadkowych; tu każdy jest istotny dla fabuły i to bez względu na to, czy należy do zielonej czy różowej opcji. Czy pojawia się na jednej, czy dwudziestu stronach; każdy ma swoje miejsce i rolę do zagrania.

Trzeba też zwrócić uwagę na opisy relacji; tych pomiędzy żołnierzami, partnerami, przyjaciółmi czy rodziną. Są takie…  mądre życiowo. Często pokazują, jak tak naprawdę powinny wyglądać pewne sprawy,  co jest w życiu najważniejsze i dają mi tę nadzieję… że jeszcze są na świecie ludzie z zasadami…

Mogłabym tak w nieskończoność, ale boje się, że coś wypaple za dużo, więc teraz czas na mądre podsumowanko; no cholera jasna! Jestem, po prostu, zachwycona! To mocna, szybka i powalająco zabawna książka, o przedziwnej,  wielogatunkowej wojnie i trzeba ją przeczytać!

Marcin Sergiusz Przybyłek podarował mi nieśmiertelność na kartach swej powieści, ale podarował mi także, jedną z najbardziej odjechanych przygód w życiu! Wyczyszczę więc, resztki sąsiada, włócznią, spomiędzy kłów. Pomaluje szpony  na różowo i ruszam tańczyć moje indyjsko- białoruskie haka :)  Przy ognisku oczywiście, żeby klimat był odpowiedni…

A do Orła Białego 2 jeszcze wrócę… i to nie raz… bo naprawdę warto !

CzaCzytać !