Marta Kisiel „Nomen Omen”

Marta Kisiel Nomen Omen Czaczytać Marta Kisiel „Nomen Omen”
Marta Kisiel „Nomen Omen” 5.00/5 (100.00%) Głosów: 2 s

Będąc na Coperniconie, w tym roku, brałam udział w panelu o polskich pisarzach i polecaliśmy sobie to jednych to drugich, aż w końcu jakieś nieśmiałe dziewczątko stwierdziło, że ona to czytała Nomen Omen pani Kisiel i że jej się bardzo podobało… no to ja, zatwardziały czytelnik wszystkiego co spod pióra wspomnianej pani Kisiel wyszło, z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że Nomen Omen nie czytałam… Następnego dnia zamówiłam książkę; przyszła, ale musiała poczekać na swoją kolei i jak się w końcu doczekała to trafiła w moment idealny i pochłonęła mnie całkowicie.

Salomea Klementyna Przygoda (nie no, poważnie! Tak się nazywa główna bohaterka) postanawia wyrwać się spod opiekuńczych skrzydeł najukochańszej swej rodzicielki (swobodnej niesłychanie) i wynająć pokój na ulicy Lipowej gdzie zarówno siostry Bolesne (właścicielki) jak i inwentarz zwierzęcy (w postaci papugi) stanowią zbiór postaci co najmniej niezwykłych. Młoda Przygoda podejmuje pracę w bibliotece i żyje sobie spokojnie przez małą chwilkę, gdy to, niespodziewanie, do jej lokum postanawia wprowadzić się Niedaś (brat swobodnie do życia podchodzący) i się zaczyna…

Muszę Wam powiedzieć, że czytało mi się to bardzo lekko i przyjemnie. Fabuła, choć pokręcona, była niezwykle płynna i wciągająca. Zwroty akcji, różne zapętlenia czasu i bohaterów dodawały historii tempa i trzymały równy poziom by buchnąć w momencie kulminacyjnym i odkrywając wszystkie karty zatrzymać mi dech w piersiach na małą chwilkę.

Nikt w Nomen Omen nie jest oczywisty i wszechobecne tajemnice są bardzo przyjemne w odkrywaniu.

Bohaterowie, jak to u Marty Kisiel bywa, zapadający w pamięć i jedyni w swym rodzaju. Nakreśleni z dokładnością wręcz obsesyjną; z każdym szczegółem, pieprzykiem, czy biodrem siedzą w głowie i nie chcą jej opuścić. A samych postaci jest trochę i pojawiają się wraz z rozwojem fabuły.

Istotnym elementem jest także Warcraft… no i Wrocław. Miasto odgrywa w tej historii ważną rolę i szczerze mówiąc jest bohaterem przygnębiającym i smutnym, bo objawia się nam w czasach wojny i totalnego zniszczenia… Śmierć, walka, bomby zmiana strony z niemieckiej na polską… no są tu takie momenty, że aż serce ściska…

Bo musicie wiedzieć, że to nie jest tylko taka miła opowiastka o młodej dziewczynie, która wpakowała się w tarapaty, to także opowieść o rodzinie, o magii i o tym, że czasem nasze decyzję, choć z pozoru podjęte pod szyldem dobrych intencji mogą wyrządzić krzywdę i przynieść długofalowe konsekwencje, wpływające nie tylko na nasze, ale również na losy z pozoru obcych nam ludzi… Bywa tu nostalgicznie, ale też uroczo i przesympatycznie.

Co do elementów fantastycznych są i to różnorakie; straszne, przejawiające się w postaci głównego antagonisty i nostalgiczne z mitologią w tle… choć pozbawione różdżek i jednorożców, stanowią idealne dopełnienie powieści.

Humor genialny i w klimacie Ałtorki; taki wyśmiewający codzienne z pozoru oczywiste czynności, czy nasze postępowanie- zaręczam, że każdy czytający znajdzie tu cząstkę siebie samego.

Wątek romansowy delikatny i często zabawny :)

Nomen Omen to przygoda magiczna wypełniona cudownymi bohaterami. Daje do myślenia, wzrusza, smuci, bawi i czyta się ekspresowo… Czyli właściwie, w skrócie; zestaw idealny.

Polecam Wam na chłodne jesienne wieczory, kiedy świat wydaje się być szary i wręcz do znudzenia zwyczajny… Nomen Omen doda mu kolorów i podaruje Wam Przygodę z całym jej bujnym biodrem, rudym warkoczem i oczywistą oczywistością w postaci stwierdzenia, że nic więcej Wam nie potrzeba :)

CzaCzytać! Bezwzględnie!