Oskar Fuchs „Pokolenie Z”

Oskar Fuchs Pokolenie Z Czaczytać Oskar Fuchs "Pokolenie Z"
Oskar Fuchs „Pokolenie Z” 4.00/5 (80.00%) Głosów: 1

Gdy dwa słowa- „krwiożercze zombi”- pojawiają się jako trzon książki, wtedy tylko od Autora i jego wyobraźni zależy w jaki sposób podejdzie do tematu, bo możliwości ma multum całe! Można na przykład opisać jedynie proces owych zombiaków powstawania, albo opowiedzieć co było gdy już się rozpanoszyły. Można by się też w takim, niezwykle uroczym, pomimo opadających z twarzy kawałków mięsa, stworze zakochać, albo wynajdować coraz to bardziej odjechane patenty na ukatrupienie go, ale w taki sposób, by już kolejny raz nie powstał…

Czyli jak widzicie temat chwytliwy i różnorodny :) A co zrobił z nim Oskar Fuchs w Pokoleniu Z ? Cóż, przedstawił genezę, a następnie zajął się opisem tego co działo się z ludźmi, którzy przeżyli… Lub żyli przez chwilkę; od razu zaznaczam, że Autor nie dość, że potrafi, to chyba całkiem (bardzo) lubi swoich bohaterów, niespodziewanie ukatrupiać :)

Budowa książki z tych gdzie rozdziały opowiadają losy poszczególnych jednostek. Trochę mi to przypominało film „epidemia strachu” (ostatnio oglądałam, stąd skojarzenie) gdzie różne postacie przeżywają swoja walkę- tu jest bardzo podobnie. Bo i samo Pokolenie Z jest tak filmowo napisane.

Fabuła mknie płynnie do przodu, by czasem bardzo przyjemnie zakręcać przy krótkich epizodach nie mających większego znaczenia dla głównego nurtu… Ale kurcze, właśnie nie. Wszystko ma tu znaczenie, bo tak naprawdę książka jest o ludziach i o tym jak sobie z tą epidemią poradzili. Jak postanowili przetrwać i co, stopniowo, się w nich zmieniało. A się zmieniało, ewoluowało wraz z zapadającym się systemem i często pokazywało taki obraz świata, który przeraża nie z powodu krwiożerczych, zzombionych bestii, ale istot, które czerpią z nieszczęścia garściami (jakże to aktualne w dzisiejszych czasach :/).

Fajnie opisane sceny seksu; bez męczących zdrobnień i niepotrzebnych wulgaryzmów; są w punkt. Nawet króciutki trójkącik nie był obsceniczny tylko idealnie wtopiony w konkretną scenę. Bardzo na plus, bo trudno po polsku w tym temacie o wyważenie.

Językowo było troszkę topornie z początku, ale Oskar Fuchs rozkręcał się z każdym rozdziałem. Ze strony na stronę było coraz lepiej. Pierwsze zdania, zdarzenia; coś nie mogłam wczuć się w klimat, językowo mi nie grało, jakoś tak nie mówiło do mnie tak jak powinno, ale z czasem, kiedy już weszłam w rytm, poznałam lepiej konkretnych osobników, to mnie wciągnęło na dobre. A gdy czytałam o pewnych dziewczątkach w „zwiewnych sukienkach” to wzięło mnie na całego :)

Sceny walki dynamiczne. Dobrze opisana broń, gdy się trafiła. Pomysł na „wybuch” całego tego paskudztwa świeży i niesztampowy. Cierpienie z tego obrazowego (krew się lała), a ci co przetrwali z tych nieoczywistych… Lubię takie postacie; niejednobarwne, tylko dające nam wgląd w najpaskudniejsze instynkty, albo obdarowujące nas wiarą, że jeszcze coś tam się w ludzkości tli…

No tak, bo przecież tak to już jest, że gdy spada na nas jakiś syf to zaczynamy walczyć, ale czy zachowujemy przy tym człowieczeństwo? Czy bohaterowie Pokolenia Z zachowali? Musicie przekonać się sami, bo to, przy tak otwartym zakończeniu, dopiero początek czegoś grubego i zapowiadającego się niezwykle ciekawie… :)

CzaCzytać! CzaPrzetrwać! CzaŻyć!