Michał Biarda „Królik w lunaparku”

Michał Biarda Królik w lunaparku Czaczytać Michał Biarda „Królik w lunaparku”
Michał Biarda „Królik w lunaparku” 4.40/5 (88.00%) Głosów: 5 s

Dobra, będę szczera, do przeczytania tej książki zachęcił mnie tytuł. Zapachniało jakąś taką pokręconą historią a jeszcze, dodatkowo, Novae Res odwaliło kawał dobrej roboty jeśli chodzi o okładkę, więc po prostu nie mogłam się za to nie zabrać :)

Troszkę fabuły na początek, żebyście wiedzieli o co mniej więcej chodzi, bo trzeba przyznać, że pomysł na opowieść jest fajnie przemyślany; to opowieść o trzech osobach, pozornie ze sobą nie związanych, która przenika się i prowadzi do zaskakującego finału.

Młody chłopak z genialnie pracującą pamięcią, dziewczę z „wyrokiem” i sympatyczny taksówkarz to trzon książki. A wokół nich trochę szpitala, odrobina fantastyki, zmiana postrzegania czasu, narkotyki, królik, porwanie i … sporo seksu.

Przede wszystkim dobrze i szybko się to czyta. Jest sporo elementów, które zaskakują i ubarwiają historię. Watki szybkie i zwrotne, przyjemnie się uzupełniają. Lubię tą niewiadomą w powieściach, która sprawia, że nie jesteś pewien o co chodzi i ciągnie Cię straszliwie, by dojść do końca i poznać odpowiedź na wszystkie nurtujące pytania. Bardzo dobrze dawkowane jest napięcie, dzięki czemu, wręcz się Królika pożera…

Męczący za to był sex. Ja wiem, brzmi strasznie, ale nic nie poradzę :) Jakoś tak za dużo tego tam Autor poupychał a szkoda bo napisany jest naprawdę dobrze,  bez wszelakiego rodzaju infantylnych porównań. Czasem, jednak, miałam wrażenie, że cała opowieść zaczyna się od pójścia z kimś do łóżka, kręci się wokół tego a potem zgrabnie kończy, by znów sugerować nam numerek… Nawciskany na siłę i drażnił; zwalniał tempo powieści i nie pozwalał w pełni z niej czerpać.

Postacie z tych zapadających w pamięć i jakiś takich sympatycznych. Świat przedstawiony; malutki, ale idealnie skrojony, stanowił dobre tło dla toczących się wydarzeń. Przeplatająca się przyszłość i przeszłość to majstersztyk- bardzo lubię takie klimaty.

Główny atut? Patrzenie na to samo wydarzenie z punktu widzenia różnych osób. To jest cały urok tej powieści; bo pozwala na głębsze wejście zarówno w postacie jak i w kierujące nimi motywy czy emocje. Bardzo, bardzo na plus.

Czy Wam polecam ? Jak najbardziej, Królik w lunaprku  to intrygująca przygoda  i obiecujący debiut; jest jak te seriale w których w pierwszym odcinku wiele się dzieje, ale do ostatniego nie masz pewności, kto jest kim i jak to się skończy…  A kończy się… oj grubo!

CzaCzytać !

Recenzja powstała w związku z promocją książek biorących udział w niezależnym konkursie „Brakująca litera” 2017